Parę dni temu cała prawica zachwycała się osobą Viktora Orbana, który udzielił wywiadu Janowi Pospieszalskiemu. Wcześniej sam Jarosław Kaczyński zapowiadał, że zbuduje w Polsce drugie Węgry. Wyrazów poparcia nie brakowało również ze strony "Gazety Polskiej" i innych prawicowych pism. Tym czasem dzisiaj okazało się, że znienawidzoną m.in. przez polską prawicę umowę ACTA podpisał węgierski premier Viktor Orban.

Prawica uważa, że umowa jest zamachem na wolność słowa i umożliwi cenzurowanie niepokornych wobec władzy. Dlaczego więc - zdaniem prawicy - tak szlachetny mąż przystąpił do złej umowy i nie próbował zrobić nic, by uniemożliwić jej wprowadzenie? Wniosek zgodny z myślą prawicową może być tylko jeden: albo zachwyty nad Orbanem były totalną głupotą, albo ACTA wcale nie jest takie złe, jak to się przedstawia. W każdym razie prawica przegrywa, bo wyraziła dwa sprzeczne poglądy.

Co ciekawe, z przecieków Wikileaks wynika również, że ACTA jest umową antyrosyjską, antychińską i proamerykańską. Zatem prawica musi mylić się także w stwierdzeniach o "służalczości Donalda Tuska wobec Kremla", na których w części zbudowano mit katastrofy smoleńskiej. Donald Tusk podpisujący umowę godzącą w rosyjskie interesy i wzmacniającą m.in. pozycję Japonii oraz Stanów Zjednoczonych w żaden sposób nie pasuje do łatki "sowieckiego sługusa". Prawica z pewnością ma problemy z diagnozowaniem rzeczywistości. W wielu miejscach wyznaje przeciwstawne poglądy, a mimo to nie widzi w tym nic złego, bo zawsze milczy, gdy zwracam na to uwagę. Trzeba więc pociągnąć ludzi za języki: czy naprawdę nie dostrzegacie żadnych sprzeczności?

 

P.S. ACTA podpisało wiele państw, m.in.: Japonia, Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone, Singapur, Meksyk oraz kraje UE (Finlandia, Szwecja, Francja, Hiszpania, Czechy, Węgry - wciąż nie wszystkie). Umowa nadal będzie omawiana przez europejskie instytucje.

I wisienka: "Stop ACTA! Jeśli rząd podpisza ACTA wyjeżdżam na Węgry"